Papierowe less waste

Jako nauczyciel języka angielskiego, drukuję spore ilości materiałów dodatkowych, obrazków i fiszek. Mam też dużo dokumentów oraz innych papierów. Odkąd zaczęłam interesować się ideą zero waste, staram się ograniczać marnowanie papieru i rozsądnie wykorzystywać to, co już mam. Myślę, że każdy, kto ma domowe biuro lub sporo drukuje, w pewnym momencie zauważa, że w ciągu roku może wyrzucić nawet setki kartek! Oto moje sposoby na zredukowanie ilości wyrzucanego papieru:

Nie drukuj wszystkiego
Niektórzy mają zwyczaj drukowania każdej potrzebnej im informacji. Katalog, instrukcja obsługi, książka w formie cyfrowej (!), dane dotyczące rezerwacji, bilety do kina,itp. Większość z tych rzeczy możemy przechowywać w telefonie w formie plików lub zdjęć lub po prostu znaleźć je w internecie w momencie, gdy będą potrzebne. Zanim coś wydrukuję, zastanawiam się czy jest to konieczne i czy użyję wersji drukowanej kilkukrotnie czy raczej wyrzucę ją w ciągu kilku dni.

Jeśli możesz, drukuj po dwóch stronach
Proste. Jeśli drukujesz plik wielostronicowy po prostu wydrukuj strony nieparzyste a potem włóż papier jeszcze raz i wydrukuj parzyste. Tak, wiem, że to jedna czynność dodatkowo (chyba że masz opcję duplex), ale takie poświęcenie dla środowiska to chyba nie za wiele?

Wykorzystaj drugą stronę
Jeśli w czasie odgracania napotkałaś dużo niepotrzebnych kartek, których jedna strona jest czysta, użyj ich do robienia notatek, list zakupów i wszelkich innych zapisków, których przydatność jest krótka. Prawdopodobnie można też wymyślić coś bardziej kreatywnego, ale nie mam aż tak bujnej wyobraźni 😉 Wątek artystyczny pojawi się w ostatnim punkcie 🙂

Stare kalendarze
W moim zeszłorocznym kalendarzu nie ma chyba ani jednej niezapisanej strony więc czuję, że wykorzystałam go na maksa. Co roku mam za to kalendarz mojego męża, w którym nie ma prawie nic. Kupuje go zapewne z postanowieniem zorganizowania swoich zajęć a kończy się tym, że jego planerem jestem ja lub smartfon. Tak więc któregoś roku patrząc na ponad 200 pustych stron A5 zdecydowałam, że nie mogę ich tak po prostu wyrzucić. Tak, rok się skończył. Ale użytkowanie tego kalendarza nawet się jeszcze nie zaczęło. Dlatego od tamtej pory wszystkie stare kalendarze przejmuję ja i robię z nich zeszyty. Zapisuję listy dodatkowych angielskich słówek, pomysły na podróże, wpisy na bloga, plany na przyszłość. Moją słabością jest miłość do papieru (wolę tę tradycyjną formę zarówno podczas pisania jak i czytania), ale ograniczam jego marnowanie wykorzystując to, co ktoś kupił i nie w pełni użył.

Książki
Nie przepadam za ebookami. Bardzo dużo czasu spędzam przed komputerem, więc pomysł patrzenia się w ekran podczas relaksu nie jest dla mnie zbyt zachęcający. Staram się jednak to przełamać i parę e-książek już przeczytałam. Na razie jednak nie chcę, by była to główna forma, w jakiej czytam. Co więc robię? Po pierwsze, udaję się do second-handu. Tak! W moim mieście jest świetny sklep gdzie można znaleźć książki po angielsku dla małych i większych dzieci oraz dla dorosłych. Zazwyczaj jest tam bardzo szeroki wybór; przypuszczam, że ludzie rzadko szukają literatury angielskiej w takich miejscach. 
Po drugie, kupuję z drugiej ręki. Kilka egzemplarzy udało mi się odkupić w świetnym stanie i za grosze, więc oszczędność papieru i pieniędzy gwarantowana.
Po trzecie, wypożyczam od rodziny i znajomych. Są książki, których nie muszę nieustannie mieć na półce, wystarczy mi ich przeczytanie i oddanie właścicielowi. Świetnie do tego nadaje się krąg bliskich znajomych, którzy chętnie udostępnią domowe biblioteczki.
Po czwarte, jest biblioteka. Niestety, w tym temacie niewiele mam do powiedzenia, ponieważ od paru lat do niej nie chodzę. Dlaczego? W moim mieście prawie w ogóle nie ma nowości (sprawdzam co jakiś czas w katalogu on-line) a jeśli już któraś filia zdecyduje się kupić jakieś dwie sztuki to natychmiast są wypożyczane i polowanie na nie trwa wieki. Jeśli Wasze biblioteki są lepiej zaopatrzone, korzystajcie!
Każda z przedstawionych przeze mnie opcji ma jakieś zalety i wady, ale mimo wszystko często okazuje się dobrą alternatywą dla kupowania dużych ilości nowych książek. 

Gazety
Ostatni raz kupowałam gazety ponad 3 lata temu, gdy przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania i szukałam inspiracji oraz porad dotyczących wystroju wnętrz. Kupiłam może z 5 sztuk. Nie chciałam ich jednak wyrzucać, gdy okazało się, że większość informacji jest oczywista a przedstawione aranżacje w ogóle nie przypadły mi do gustu. Postanowiłam, że zdjęcia najróżniejszych wnętrz posłużą jako materiały dla moich uczniów. Mogą wybierać swój ulubiony styl, opisywać rodzaje mebli, kolory, ustawienie w pokojach. Mogą też tworzyć prace artystyczne i zamiast drukować lub rysować (większość z nich tego nie lubi) wklejać zdjęcia z magazynów. Idąc za ciosem zabrałam od mojej mamy krawcowej stos magazynów modowych, które już nie były jej potrzebne. Zdjęcia modelek w najróżniejszych strojach pomagają w lekcjach o wyglądzie i ubraniach. 
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że większość z Was nie naucza, ale na pewno sporo osób ma dzieci a one też mogą się wiele nauczyć rozpoznając różne elementy na obrazkach czy tworząc kolaże. Można również wycinać większe litery z nagłówków i układać kolorowe napisy 🙂

To chyba tyle pomysłów, które przyszły mi do głowy w oparciu o własne przygody z papierem. Mam nadzieję, że chociaż jeden z nich okaże się przydatny w czyjejś walce z wyrzucaniem zasobów, które jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa 😉
Enia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s